Kosiarski a obrona kopalni

5 04 2016

Nawet bezczelność powinna mieć granice.

Nie tak przecież dawno, bo w połowie 2015 r. podczas sesji rady miejskiej, Kosiarski został zapytany przez radnego Sebastiana Pawlaka, czy łęczyński urząd ma jakiś plan działania związany z złą sytuacją kopalni w Bogdance. Chodziło o zmniejszony popyt na węgiel i cięcia kosztów w spółce, co odbiło się to przede wszystkim na załodze, która traciła miejsca pracy. W odpowiedzi stwierdził on m.in. że „problemy kopalni, to problemy kopalni”.

Niewiele później, podczas kolejnej sesji Rada Miejska w Łęcznej z inicjatywy Klubu Radnych Lepsza Łęczna przegłosowała stanowisko wyrażające solidarność z pracownikami oraz ich rodzinami. Wtedy Kosiarski głosu nie zabrał. Nie przyłączył się też do stanowiska Rady Miejskiej.

Dzisiaj ramie w ramie z działaczami PSL-u staje w obronie kopalni, pomimo, że żadne decyzje w sprawie tej spółki nie zapadły, a jedynie zamieszania wokół kopalni narobił niedorzecznik z urzędu. Po co więc straszyć mieszkańców powiatu? Lepiej byłoby żeby dobry gospodarz zajął się w końcu miastem, bo póki co musi kłamać i przypisywać sobie nie swoje zasługi - planowany remont ul. Krasnystawskiej. Mógłby się też w końcu zdecydować czy problemy kopalni to problemy kopalni czy jednak jest to szerszy problem. Bo bardzo szybko w tej kwestii zmienia zdanie. Może to kwestia tego obok kogo usiądzie na konferencji prasowej lub obok czyjego podpisu znajdzie się jego własny.

Ratowanie śląskich kopalni kosztem kopalni Bogdanka to koszmarny pomysł, któremu trzeba się przeciwstawiać, jednak póki co nic złego się nie dzieje oprócz kolejnego mieszania w tej sprawie z udziałem burmistrza Łęcznej i osób z nim związanych.


Opcje

Info