Łęczyńska doktryna prawna znów w błędzie

13 02 2013

Przeglądając najnowszy numer “Faktów łęczyńskich” natrafiłem na ciekawy artykuł pt. Wybrali przewodniczącego rady gminy Cyców. Jeden z wątków zawartych w tekście dotyczy możliwości brania przez radnego udziału w głosowaniu dotyczącego wyboru na określone stanowisko w radzie - w tym przypadku na przewodniczącego rady. W opinii tamtejszego radcy prawnego kandydatka na stanowisko przewodniczącego rady nie mogła wziąć udziału w głosowaniu i ostatecznie nie została wybrana na to stanowisko. Napisała jednak skargę do Wojewody lubelskiego, który przyznał jej rację i stwierdził, że jednak mogła brać udział w głosowaniu.

Cała ta sytuacja przypomina mi powakacyjną sesyjną komedię, która miała miejsce na sesji Rady Miejskiej w Łęcznej w dniu 31 sierpnia 2012 r., gdy grupa radnych po pierwszej kompromitacji próbowała odwołać mnie ponownie z funkcji Przewodniczącego Komisji Etyki. Po pierwszym głosowaniu okazało się, że trzeba je powtórzyć, bo wziąłem w nim udział - a według łęczyńskiej doktryny prawnej nie powinienem. I nie pomogły moje argumenty, że pomimo rozbieżności w orzecznictwie przyjęło się, że wyboru na stanowisko w strukturach rady nie można postrzegać w kategorii interesu prawnego i wyłączać radnego z głosowania. Argumentowałem też, że gdy wybierano innych radnych na funkcje w radzie nie wyłączali się oni z głosowania. To też nie pomogło i głosowanie powtórzono już bez mojego udziału i odwołano mnie z funkcji Przewodniczącego Komisji Etyki.

To co działo się później śmiało można nazwać kabaretem. Kolejni radni, których powołano do Komisji Etyki, również musieli się z głosowania wyłączyć. Oczywiście na początku kadencji tej rady podczas wyborów na przewodniczącego, wiceprzewodniczących oraz do poszczególnych komisji żaden radny z głosowania się nie wyłączał. Gdyby ktoś nie dowierzał można sprawdzić protokół z pierwszej sesji radny obecnej kadencji. Dlaczego więc, gdy sprawa dotyczyła mojej osoby zmieniła się łęczyńska interpretacja prawa?

Kolejny raz okazało się, że łęczyńska doktryna prawna była w błędzie. Według urzędników z Wydziału Nadzoru Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego (cytat za “Faktami łęczyńskimi”) radny nie może brać udziału w głosowaniu tylko w takich sytuacjach, gdy”(…) w procesie głosowania, z uwagi na jego przedmiot i skutki, nie będzie mógł realizować zasady kierowania się dobrem wspólnoty z powodu osobistego zainteresowania danym rozstrzygnięciem. Tylko w takich sytuacjach mówimy o interesie prawnym radnego. Zakaz głosowania ma zapobiec sytuacjom wykorzystywania mandatu radnego w celach prywatnych. Jednak głosowanie w sprawie obsady personalnej stanowisk jest prawem politycznym obywatela”.

Podobnie w tej sprawie wypowiadają się przedstawiciele doktryny prawa. Według Prof. Kuleszy “interes prawny powinien być tutaj rozumiany jako stosunek prawny pomiędzy radnym, a gminą, a więc stosunek zewnętrzny, w którym stroną jest gmina jako podmiot prawa reprezentowany przez swoje organy. Wybór przewodniczącego rady jest w takim razie stosunkiem wewnętrznym i organizacyjnym, a nie stosunkiem zewnętrznym”. To stanowisko poparła także Agnieszka Gil-Rzetecka, stwierdzając, że „rozstrzygnięcia rady, które dotyczą wyboru przewodniczącego, jego zastępców, członków komisji rady – jako związane wyłącznie z organizacją pracy rady – nie są objęte dyspozycją art. 25a u.s.g.”.

Po raz kolejny okazało się, że łęczyńska doktryna prawna nie miała racji. Dzieje się to nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni, pomimo wielokrotnych i nie tylko moich ostrzeżeń. Gdybym po moim powtórnym odwołaniu z Komisji Etyki jeszcze raz zakwestionował legalność tej uchwały, grupa radnych z Przewodniczącą na czele skompromitowałaby się po raz kolejny i to w tej samej sprawie. Wymiar tej kompromitacji byłby już chyba ogólnokrajowy.

Myślę, że kolejne podobne przypadki i naruszenia prawa, które wyjdą na światło dzienne to tylko kwestia czasu.


Opcje

Info