Odpowiedzialność zbiorowa

4 10 2012

W poniedziałek brałem udział w spotkaniu poświęconemu sprawom wodociągu na Podzamczu oraz sytuacji mieszkańców w związku z niedawną awarią sieci wodociągowej. Spotkanie, w którym uczestniczyli mieszkańcy Podzamcza, niektórzy radni, zastępca burmistrza oraz przedstawiciele PGKiMu miało chyba załagodzić sytuację po bałaganie w związku z awarią wodociągu oraz tzw “dopisywania” mieszkańcom do rachunków za wodę, dodatkowych metrów sześciennych, których nie zużyli, ale które gdzieś zniknęły i w ramach odpowiedzialności zbiorowej trzeba za nie zapłacić.

Awaria wodociągu na Podzamczu nastąpiła 9 września (niedziela) późnym wieczorem. Usterkę naprawiono dopiero po kilku dniach, a przez 3 dni mieszkańcy pozostawali bez wody. Nie pomogły interwencje w ratuszu miejscowej radnej Teresy Wnuk, która stwierdziła na spotkaniu, że została zignorowana przez władze miasta. Beczkowóz z wodą załatwił dopiero radny Tor i sam za niego zapłacił. Dlaczego w ciągu 3 dni ani Urząd Miejski w Łęcznej ani PGKiM nie reagowali - zapytałem na spotkaniu. Konkretnej odpowiedzi nie usłyszałem, ale za to prezes Kulikowski dziwił się, że nie wpłynęło do niego pisemne zawiadomienie o wyżej opisanej awarii. Sytuacja wprawiła w osłupienie chyba wszystkich oprócz Pana prezesa.

Awaria wodociągu przelała tylko czarę goryczy mieszkańców Podzamcza, którzy od dawna muszą płacić za wodę, której nie zużywają, ale w ramach odpowiedzialności zbiorowej, którą stosuje PGKiM wraz z burmistrzem muszą płacić za swoich niektórych prawdopodobnie niepłacących sąsiadów. Z sytuacji opisywanych przez mieszkańców wynika nawet, że jeżeli w mieszkaniu w ogóle nie ma zużycia wody, ponieważ nikt tam nie mieszka, za niezużytą wodę i tak trzeba płacić. Zadałem więc pytanie na jakiej podstawie takie “dopisywanie” zużycia wody ma miejsce i co zrobił PGKiM, aby ustalić skąd się biorą te ubytki wody i kto za to odpowiada. Konkretnej odpowiedzi oczywiście nie było. Najprościej jest przecież zastosować odpowiedzialność zbiorową i obarczyć kosztami ludzi uczciwych i niewinnych.

Jeden z mieszkańców stwierdził nawet, że PGKiM każe sobie płacić za ścieki, których nie odprowadza, ponieważ nie ma tam dostępu do miejskiej kanalizacji. Oczywiście dla rządzących nie ma w tym nic dziwnego.

Cały problem znany był władzom miasta od dawna, jednak dopiero teraz został nagłośniony (np tutaj) i to mogło przyczynić się do zorganizowania spotkania z mieszkańcami i radnymi, które jednak nie przyniosło moim zdaniem żadnych konkretów i ustaleń, a spór między PGKiM a mieszkańcami prawdopodobnie skończy się w sądzie.

Z przebiegu tego spotkania można było mieć wrażenie, że ma ono na celu zdjęcie odpowiedzialności z burmistrza, który przecież w swoim stylu publicznie wypowiadał się o odpowiedzialności zbiorowej (Tutaj - materiał od minuty 13:42) i obarczenie nią wyłącznie prezesa Kulikowskiego. Radny Pawlak zapytał czy burmistrz wyciągnie jakieś konsekwencje w stosunku do prezesa PGKiM w związku z tym całym zamieszaniem na Podzamczu. Burmistrz Kowalski stwierdził, że sprawę będzie analizowała na najbliższym posiedzeniu Rada Nadzorcza PGKiM, której on sam jest zresztą członkiem.

Od kilku dni jednak na mieście pojawiają się pogłoski jakoby obecnego prezesa miał zastąpić niebawem jeden z byłych i zarazem niedoszłych miejskich radnych. Czy skończy się tylko na pogłoskach pokażą najbliższe tygodnie, a może miesiące. Wydaje mi się jednak, że w ramach naprawy już bardzo mocno nadszarpniętego własnego wizerunku, a także wizerunku Urzędu i miejskiej spółki komunalnej Burmistrz Kosiarski poświęci obecnego Prezesa PGKiM. To jednak nie zmienia moim zdaniem faktu, że za sytuację na Podzamczu odpowiada zarówno Prezes Kulikowski jak i Burmistrz Kosiarski, według zasady odpowiedzialności zbiorowej, którą tak lubią stosować.


Opcje

Info